Para wodna czy woda: co naprawdę tracą warzywa podczas gotowania
Na koniec chłodzenie. Galareta potrzebuje kilku godzin w temperaturze około 4 stopni, a najlepiej przez noc. Wyjmowanie jej z lodówki co chwilę i mieszanie nic nie da. Jeśli po tym czasie nadal jest płynna, masz za mało żelatyny, za dużo kwasu albo za wysoką temperaturę podczas łączenia. Ratunek jest prosty: podgrzej masę delikatnie, rozpuść w niewielkiej ilości wody dodatkową porcję żelatyny, wmieszaj i schłodź ponownie. Nie dosypuj żelatyny na zimno, bo zrobią się grudki.
Gotowanie na parze uchodzi za metodę, która „zostawia wszystko w warzywach". To nieprawda. Nawet para wodna wypłukuje część składników, tylko robi to inaczej niż wrzątek. Wrzątek działa jak rozpuszczalnik: woda wnika w tkanki i wypycha z nich to, co rozpuszczalne. Para nie ma takiej siły, ale i ona kondensuje na warzywach, tworząc cienką warstwę wody, która z czasem spływa do garnka razem z tym, co zdążyła rozpuścić. Różnica jest więc w skali, nie w zasadzie.
Jeżeli nie chcesz polegać na wodzie, obserwuj tłuszcz. Olej wlany na dobrze rozgrzaną stal nierdzewną natychmiast rozpływa się po całej powierzchni i zaczyna delikatnie drgać. Gdy zaczyna dymić, patelnia jest za gorąca — zdejmij ją z ognia na kilkanaście sekund, wylej stary tłuszcz, przetrzyj papierowym ręcznikiem i zacznij od nowa. Nie dolewaj świeżego oleju do dymiącego, bo spaliny z pierwszego tłuszczu zepsują smak potrawy.
Ręce są głównym nośnikiem, nie sam blat Najwięcej błędów powstaje na dłoniach. Dotknięcie surowego mięsa i potem klamki, telefonu albo szuflady z przyprawami wystarczy, by bakterie przeniosły się dalej. Myj ręce ciepłą wodą z mydłem przez co najmniej dwadzieścia sekund, dokładnie między palcami i pod paznokciami. Osuszaj jednorazowym ręcznikiem, nie wspólną ścierką, która zostaje wilgotna i staje się rezerwuarem drobnoustrojów. Jeśli w trakcie gotowania musisz odpowiedzieć na telefon, zrób to po umyciu rąk albo użyj trybu głośnomówiącego.
Uwaga na typowy błąd: test kropli wody wykonuje się na suchej patelni, bez tłuszczu. Jeśli wlejesz najpierw olej, a potem wodę, kropla w tłuszczu zachowa się inaczej i odczyt temperatury będzie fałszywy. Drugi błąd to użycie zimnej wody z lodówki — różnica temperatur zaburza obserwację. Najlepiej nabrać wodę o temperaturze pokojowej i strząsnąć dosłownie dwie–trzy krople, nie pół łyżki.
Jak zbudować warstwę, która nie przywiera Sezonowanie polega na nałożeniu cienkiej warstwy tłuszczu i podgrzaniu go tak, aby spolimeryzował. Najprostszy sposób: rozgrzej patelnię na średnim ogniu, wlej łyżkę oleju o wysokiej temperaturze dymienia (rzepakowy, kokosowy, smalec), rozprowadź go po całej powierzchni papierowym ręcznikiem i trzymaj na ogniu, aż zacznie lekko dymić. Zdejmij z ognia, przetrzyj drugim ręcznikiem do sucha i zostaw do ostygnięcia. Powtórz tę czynność trzy, cztery razy. Warstwa rośnie cienko, więc grubość nie jest tu celem — nadmiar tłuszczu zostawia lepką powłokę, która się łuszczy.
Kontroluj temperaturę, bo to ona kończy drogę bakterii. Mięso drobiowe musi być dobrze ścięte w środku, bez różowego soku. Wieprzowinę i wołowinę bezpiecznie jest poddać obróbce do momentu, gdy wnętrze przestanie być surowe. Jeśli kroisz mięso na stek lub pieczeń, użyj osobnego talerza na surowe i osobnego na gotowe. Nigdy nie kładź upieczonego mięsa na tej samej desce, na której leżało surowe, choćby wyglądała na czystą.
Nowa patelnia żeliwna ma szorstką, matową powierzchnię, do której jajko przywiera tak skutecznie, że trudno je zdjąć. Po kilku tygodniach używania ta sama patelnia wypuszcza jajko gładko, bez szarpania. Zmiana nie wynika z magicznych właściwości żeliwa, tylko z warstwy spalonego tłuszczu, która stopniowo wypełnia pory metalu. Ten proces nazywa się sezonowaniem i można go wykonać świadomie, zamiast czekać, aż wydarzy się sam.
Do ostrzenia potrzebna jest osełka o ziarnistości dopasowanej do stanu noża. Bardzo tępe ostrze wymaga grubszej ziarnistości, ale nie warto na niej zostawać dłużej niż trzeba. Po uformowaniu krawędzi przechodzi się na drobniejszą, aby usunąć rysy. Osełkę moczy się w wodzie albo oliwi, zależnie od typu. Ważne, aby była stabilna — trzymanie jej w powietrzu niemal zawsze kończy się zmiennym kątem. Lepiej położyć ją na desce i przytrzymać drugą ręką.
Co ucieka z parą i skroplinami Uciekają witaminy rozpuszczalne w wodzie: C oraz te z grupy B. Para je wypłukuje słabiej niż wrzątek, ale im dłużej gotujesz i im więcej skroplin spływa po warzywach, tym więcej ich tracisz. Uciekają też sole mineralne — potas, magnez, wapń — oraz cukry proste i kwasaskorbinowy. Największy problem to jednak nie sama para, a czas. Witamina C rozkłada się pod wpływem ciepła niezależnie od środowiska, więc dwadzieścia minut na parze zrobi jej więcej szkody niż pięć minut w wodzie. Krótko i na dużym ogniu — to zasada, która działa w obu metodach.