Jak urządzić open space, żeby nie oszaleć – moje sprawdzone patenty
Open space to też walka o prywatność. Kiedy gotuję, a w salonie dzieci oglądają telewizję, hałas potrafi być nie do zniesienia. Rozwiązałam to tak – nie stawiam telewizora naprzeciwko kuchni, tylko na bocznej ścianie. Dźwięk nie leci wprost na mnie, a ja mogę spokojnie kroić warzywa. Do tego dołożyłam rolety rzymskie w oknach – nie tylko blokują słońce, ale też tłumią trochę pogłos. Inny patent to wyspa kuchenna z blatem z konglomeratu – jest cicha, nie brzęczy jak stal, a do tego łatwo ją utrzymać w czystości. Na wyspie mam też wbudowaną deskę do krojenia i zlew, co oszczędza miejsce. Przy okazji – jeśli planujecie wyspę, zróbcie ją z miejscem na nogi, żeby można było postawić stołki. U mnie stoją cztery, ale rzadko używamy ich wszystkich – zazwyczaj jemy na kanapie.
Goście to temat rzeka. Kiedy przychodzi rodzina z dziećmi, open space zamienia się w plac zabaw. Rozkładam wtedy kanapę z funkcją spania, a na podłodze kładę materace turystyczne dla maluchów. Ale żeby nie czuli się jak na kempingu, dokupiłam kilka dużych puf, które służą jako siedziska, a nocą jako stoliki nocne. Ważne, żeby w szafce pod telewizorem schować wszystkie ostre i delikatne przedmioty – u mnie były wazony, które ledwo przeżyły pierwszą wizytę siostrzeńca. Zamiast nich postawiłam suszone kwiaty w metalowych pojemnikach. Open space uczy elastyczności – jeden dzień masz salon, a następnego dnia sypialnię dla sześciu osób. Kluczem jest meblość na kółkach albo lekka, którą łatwo przesunąć.
Zastanawiałam się kiedyś nad wersalką zamiast kanapy. Ale w salonie wersalka często wygląda zbyt masywnie. Wolę nowoczesne sofy z mechanizmem DL. Są wygodne i szybkie w rozkładaniu. Do tego stelaz listwowy pod materacem piankowym zapewnia komfort spania. Gdy goście śpią na takim zestawieniu, nie narzekają na plecy. A rano wystarczy złożyć wszystko porządek w domu całość. Dywan musi jednak pasować do tej konfiguracji. Jeśli jest zbyt gruby, mechanizm może się zacinać. Dlatego przed zakupem zawsze sprawdzam wysokość runa. Lepiej dmuchać na zimne. Zwłaszcza gdy codziennie ktoś śpi w salonie. To częsty problem w kawalerkach.
Małe metraże uczą nas sprytu. W jednym z mieszkań postawiłam łóżko z pojemnikiem na pościel, które w dzień służy jako siedzisko dla gości. Dołożyłam do niego stół na kółkach, który bez problemu wtacza się pod blat. Gdy przyjeżdża rodzina, rozkładam go w jadalnię dla sześciu osób. Problemem zawsze zostaje przechowywanie krzeseł – wybrałam model, który wiesza się na ścianie jak wieszak. Każdy centymetr ma znaczenie, zwłaszcza gdy trzeba pomieścić zarówno zastawę, jak i sprzęt do ćwiczeń.
Ostatnio urządzałam jadalnię dla pary z małym dzieckiem. Postawiliśmy na stół z zaokrąglonymi narożnikami i krzesła z tapicerką welurową w kolorze granatu. Zamiast dywanu pod stołem – łatwa do mycia wykładzina winylowa. Głównym wyzwaniem okazało się przechowywanie pościeli dla gości. Rozwiązaniem była wersalka z pojemnikiem na pościel, która w dzień pełni funkcję sofy, a nocą zamienia się w wygodne łóżko z 16 cm materacem piankowym na stelazu listwowym. Klienci są zachwyceni, bo jadalnia nie wygląda jak skład mebli.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam mieszkanie z otwartą przestrzenią, serce zabiło mi szybciej. Światło lało się zewsząd, a ja już widziałam siebie gotującą przy wyspie, podczas gdy dzieciaki oglądają bajki w salonie. Rzeczywistość okazała się mniej romantyczna. Po tygodniu okazało się, że w open space wszystko słychać – od trzaskania lodówki po chrapanie męża. I nagle ten zachwyt zamienił się w frustrację. Miałam do dyspozycji 45 metrów, które miały pomieścić kuchnię, salon i jadalnię, a do tego musiałam gdzieś wcisnąć gościnne spanie. Zaczęłam od podstaw – podziału stref. Nie stawiałam ścian, bo zabiłoby to cały klimat, ale postawiłam na dywany. Gruby, puszysty dywan pod kanapą oddzielił strefę wypoczynku od kuchennej, gdzie położyłam cienki, łatwy do czyszczenia chodnik. To był pierwszy mały sukces.
Oświetlenie to kolejna pułapka. W open space nie może być jednej lampy – wszystko będzie płaskie i smutne. Zainstalowałam trzy strefy: nad stołem wiszą trzy klosze z mosiądzu, nad wyspą mam długą lampę liniową z ciepłym światłem, a w salonie stoją dwie lampy podłogowe z regulacją natężenia. Wieczorem zapalam tylko te boczne i od razu robi się przytulnie. Unikam zimnych barw – one kojarzą mi się z biurem. Do tego dodałam taśmę LED pod szafkami kuchennymi – daje delikatne światło robocze, które nie razi w oczy. Kiedyś popełniłam błąd i kupiłam żyrandol z kryształkami – w open space odbijał światło w każdą stronę, tworząc chaos. Szybko go wymieniłam na prostszy model z tkaniny.
Z czasem nauczyłam się, że open space wymaga dyscypliny. Każda rzecz musi mieć swoje miejsce, bo inaczej w ciągu godziny robi się bajzel. W szafie w przedpokoju trzymam pudła na zabawki i kable – wszystko posegregowane w pojemnikach z etykietami. W salonie mam stolik kawowy z szufladami, gdzie lądują piloty i ładowarki. A w sypialni – bo jednak udało mi się wydzielić mały pokój – stoi lozko z pojemnikiem na posciel. To był strzał w dziesiątkę – zmieściłam tam wszystkie koce, poduszki i zapasowe prześcieradła. Dzięki temu w open space nie muszę trzymać pościeli na widoku. Przy okazji – jeśli macie małe mieszkanie, warto zrezygnować z tradycyjnej komody na rzecz wysokich szaf wnękowych. U mnie jedna taka szafa pomieściła wszystko, od kurtek po deski do prasowania.
If you liked this article and you simply would like to receive more info regarding kliknięcie myszą na następującą stronę internetową nicely visit our website.