Malowanie ścian – jak odmienić wnętrze bez wielkiego remontu
Ostatnia rada: nie oszczędzaj na sprzęcie. Tani wałek zostawia włoski na ścianie. Lepiej kupić porządny, z wymiennym wkładem. Przy malowaniu ścian wokół gniazdek elektrycznych wykręć je z puszek, żeby nie ubrudzić plastiku. I zawsze miej pod ręką wilgotną szmatkę do szybkiego wycierania plam. Kiedyś wylałam farbę na nowy dywan – nie polecam. Lepiej zabezpieczyć podłogę folią malarską i przykleić ją taśmą. To oszczędza godziny szorowania.
Gdy już ogarnęłam biurko, przyszła pora na miejsce do siedzenia. Krzesło biurowe z siatką oddychającą to podstawa, ale nie każdy ma na nie miejsce. Ja postawiłam na składane krzesło z tapicerką welurową, które po pracy wieszam na haczyku w przedpokoju. Welur jest przyjemny w dotyku i nie ślizga się jak gładkie tkaniny, a do tego wygląda ładniej niż typowe biurowe siedziska. Gdy przychodzą goście, nie rzuca się w oczy jako mebel do pracy, tylko jako designerski dodatek. To drobiazg, ale robi ogromną różnicę w odbiorze całego wnętrza.
Z perspektywy czasu widzę, że najwięcej czasu zajęło mi przygotowanie, a samo malowanie poszło sprawnie. Zainwestowałam w dobrej jakości wałki i pędzle, które po użyciu umyłam i schowałam na przyszłość. Farbę kupiłam z lekkim zapasem – na wypadek poprawek. I rzeczywiście, po tygodniu trafiła się rysa od ramy obrazu, którą szybko zamalowałam. Malowanie ścian nauczyło mnie też, że nie warto bać się koloru. Nawet jeśli wybór okaże się nietrafiony, zawsze można przemalować. W moim przypadku granat w sypialni okazał się strzałem w dziesiątkę, a salon w beżach zyskał na przestronności. Jeśli masz stare meble, których nie chcesz wymieniać, zmiana koloru ścian potrafi nadać im nowego życia.
Zanim wzięłam się za wałek, musiałam uporać się z ubytkami i pęknięciami. Stare tynki w bloku z lat 70. potrafią płatać figle – jedna ściana miała rysę od samego sufitu po podłogę. Wypełniłam ją masą szpachlową i przeszlifowałam papierem ściernym o gradacji 120. Potem całość zagruntowałam preparatem głęboko penetrującym. Gruntowanie zająło mi całe popołudnie, ale opłacało się – farba nie wsiąkała w podłoże i nie musiałam nakładać trzeciej warstwy. Przy okazji zdjęłam stare karnisze i zamaskowałam taśmą kontakty oraz włączniki. Malowanie ścian wymaga cierpliwości, zwłaszcza gdy trzeba czekać, aż każda warstwa wyschnie. Zamiast pędzlem, obrzeża robiłam małym wałkiem kątowym, co dało o wiele czystsze linie.
Kolejna sprawa to przechowywanie. W małym mieszkaniu każdy mebel musi pracować na kilka sposobów. Moje biurko ma nad blatem zamontowaną półkę na wysokości oczu. Trzymam tam segregatory i notatniki, ale też małą doniczkę z sukulentem. Pod spodem, na podłodze, stoi kosz na papiery i pudełko na kable. Żadnych szuflad, bo one tylko kuszą do gromadzenia rzeczy, których nie potrzebuję. Za to w sypialni mam łóżko z pojemnikiem na pościel, gdzie chowam sezonowe ubrania i zapasowe koce, więc biurko nie musi pełnić funkcji magazynu.
Kiedy przyszło do wyboru narzędzi, postawiłam na wałek z mikrofibry o długim runie. Daje on delikatną strukturę, która maskuje drobne nierówności. Farbę nalewałam do kuwety i moczyłam wałek tak, by był nasycony, ale nie kapał. Zaczynałam od górnej krawędzi, prowadząc równoległe pasy z lekkim zachodzeniem na siebie. W trakcie suszenia przyszli znajomi z noclegiem – akurat w salonie stoi wersalka, która po rozłożeniu zajmuje prawie całą podłogę. Na szczęście farba schnie w ciągu kilku godzin, więc zdążyliśmy przed wieczorem. Później dowiedziałam się, że lepiej używać farb z atestem do pomieszczeń mieszkalnych, bo niektóre tanie emulsje wydzielają intensywny zapach nawet przez dwa dni.
Największym wyzwaniem okazał się sufit. Na początku pomyślałam, że pomaluję go tym samym kolorem co ściany, ale to był błąd. Światło dzienne odbijało się nierówno i uwypuklało wszystkie nierówności. Musiałam kupić farbę matową przeznaczoną specjalnie do sufitów, która ma gęstszą konsystencję i nie kapie. Do tego wałek z krótkim runem i teleskopowy kij. Malowanie sufitu to katorga dla karku, ale opłaciło się – pokój zyskał na wysokości. Przy okazji wymieniłam starą lampę na plafon LED, który daje rozproszone światło. Teraz nawet szary dzień nie przygnębia, a ściany wyglądają świeżo. Gdybym miała radzić początkującym, powiedziałabym: nie oszczędzaj na taśmie malarskiej, bo cienkie taśmy przepuszczają farbę i potem trzeba szorować fugi na podłodze.
Po tygodniu od malowania postanowiłam odświeżyć też sypialnię. Tam zdecydowałam się na odważniejszy kolor – ciemny granat na jednej ścianie za łóżkiem. Resztę zostawiłam w bieli, żeby nie przytłoczyć wnętrza. Przy łóżku stoi stelaz listwowy z materacem piankowym, który ma 16 cm grubości. Granatowa ściana pięknie kontrastuje z pościelą w odcieniach szarości i złota. Malowanie ścian w sypialni wymagało większej precyzji, bo chciałam, żeby krawędzie były idealnie równe. Użyłam pędzla skośnego do obrysowania narożników, a potem wypełniłam wałkiem. Farba akrylowa kryła już po pierwszej warstwie, ale przezornie nałożyłam drugą, żeby uniknąć prześwitów. Całość wyschła w ciągu nocy, a rano pokój pachniał świeżością.